Nowa jakość dla Władka

Stary, poczciwy Władek – słynący z młodzieżowych imprez, pensjonatów i kwater dla studentów albo też z apartamentów z… trudną przeszłością – walczy o wizerunek. Jak? Na przykład nową jakością architektury. Nie jest to jednak proste. 

Jak przyciągnąć do miasteczka te osoby, które oczekują znacznie więcej niż kwater w prywatnych domach lub mieszkań w blokach przeznaczonych na wakacyjny wynajem, które chcą apartamentowców z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko z nazwy, które potrzebują zaplecza: sportowego, rekreacyjnego oraz miejsc, oferujących więcej niż fast-food’owe jadłodajnie z piwem z kija, i które są gotowe za to stosownie zapłacić?

Jak się pozbyć kompleksu Jastarni czy Sopotu? Jak stać się prawdziwym kurortem? To wyzwanie na lata dla małej miejscowości (w 2017 roku Władysławowo miało 10 tysięcy mieszkańców, podczas gdy jeszcze w 2002 roku blisko 15 tysięcy). Większość tu to biznesy sezonowe, należące do osób nie tylko spoza miasta, ale także regionu. A – podobno – takim ludziom na Władku „zależy inaczej”. Tak na marginesie, to historia od „napływowego tubylca” – jak o sobie mówił: do młodego fryzjera ustawiały się kilometrowe kolejki w sezonie, więc zapytałam, jak idzie biznes w pozostałej części roku. Odpowiedź brzmiała: nie idzie. Co robi wtedy 30-latek z Władka? Wraca w góry, skąd pochodzi. Nad morzem ma dziewczynę i dziecko, no i pracę w sezonie, niedaleko blaszanych bud z chińszczyzną (stały element Władka od lat, niestety).

Po co więc we Władysławowie nowe inwestycje, skoro turystów i tak nie brakuje?
Pokoi, kwater – przecież mnóstwo. Kiedy wejdzie się na booking.com okazuje się, że we Władku jest ponad 700 hoteli – wyskakuje takie hasło! Przyznaję, ciężko w to uwierzyć 😉 Dopiero, gdy okazuje się prawie 600 z nich to tzw. obiekty bez kategorii, a te trzygwiazdkowe  apartamenty to kwatery w budynkach typu pensjonat… wtedy wszystko się wyjaśnia.

Niedawno, korzystając z zaproszenia prywatnego inwestora, oglądałam władysławowski rynek nieruchomości: ten „przed torami” – dalej od morza, i ten „za torami” – po stronie portu i plaż. Wcześniej zrobiłam oczywiście przegląd rynku, przejrzałam oferty w różnych serwisach, podzwoniłam. Czego się dowiedziałam na miejscu? Niby nic odkrywczego: zdjęcia i opisy w serwisach często mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. O tym na pewno nie raz się przekonaliście sami. Na przykład trudno się zgodzić z tym, że jeden z małych lokali przy głównej ulicy (oferowany za 13 tys. zł za mkw.) mieści się w ekskluzywnym apartamentowcu (budynek sprzed dekady). Ale ma atut w postaci bliskości morza, a jak wiadomo płaci się za lokalizację. Czy cena adekwatna – sami musielibyście ocenić.

Z drugiej strony 50-metrowe lokum w bloku we Władku (pokój dzienny z aneksem kuchennym, sypialnią, garderobą, łazienką i miejscem w garażu podziemnym) można kupić, także na rynku wtórnym, za 370 tys. zł. Mieszkanie jednopokojowe – nieco ponad 30 mkw. – jest do wzięcia za 250 tys. zł. Dziwi tylko w obu przypadkach określenie „apartament”. Ale może to zapożyczenie z obcego języka 😉 Do plaży 600 metrów.

Widziałam też mieszkanie w starym bloku z lat 60. XX wieku: dwa pokoje mające niewiele ponad 40 mkw., po remoncie, wyposażone, blisko plaży. Do kupienia za 300 tys. zł. Stawka 6,5 tys. zł w takim budownictwie podobno uważana jest za nieco wygórowaną, ale argument właściciela brzmi: lokum po remoncie, do morza 5 minut.

Cena 8-10 tys. zł za mkw. w przypadku nowego budownictwa we Władysławowie – czyli nawet 10- czy 15-letnich budynków typu blok – nie dziwi na lokalnym rynku. Ale często w takich przypadkach trzeba doliczyć jeszcze 20-30 tys. zł za miejsce dla auta.

Co więcej? Można narzekać, że stawki nieadekwatne do stanu nieruchomości czy otoczenia, że zdjęcia wprowadzają w błąd. Jedno jednak trzeba przyznać: Władysławowo zmieniło się w ciągu ostatnich kilku lat. Nowe chodniki powstają nie tylko przy nowych inwestycjach deweloperskich – to  już coś 😉 Bez żartów.

Tego, kto nie był od lat we Władku zaskoczy m.in. Aleja Gwiazd Sportu (ponad 130 gwiazd odcisnęło swój znak na chodniku) i zrewitalizowany park w centrum, gdzie jest deptak niedostępny od niedawna dla aut, szeroka ulica, która mogłaby być promenadą, wyposażona w elementy tzw. małej architektury. Myślicie, że to „oczywistość” w kurorcie? Hmmm… pewnie tak.

Warto także zwrócić uwagę na jeden z ostatnich „nabytków” Władka, który wyróżnia się na tle innych – Gwiazdę Morza. Jej obecność –  jej architektura – zmieniła charakter okolicy, uporządkowała zaniedbane wejście na plaże, słynące kiedyś z dzikich imprez. Nawet zapach lasu się poprawił – jak żartują tubylcy.

Spójrzcie na zdjęcie – główne i pozostałe. Jest jeszcze sporo do zrobienia we Władku, ale zdecydowanie coś się ruszyło.

(czerwiec 2019 r.)