Rynek gruntów w dużych miastach jest rozgrzany do czerwoności. Przygotowanie działki do transakcji – w normalnych warunkach – zabierało kilka miesięcy, a dziś… zaledwie kilka tygodni. Inwestorzy ryzykują, czasem nawet za bardzo – twierdzą ci, którzy obsługują rynek.
Dlaczego, skąd aż taki pośpiech? Aby uprzedzić konkurencję. Polowanie na ziemię trwa.
Siódmego czerwca w Sopocie, w czasie „Forum Rynku Nieruchomości 2018“, odbyła się gorąca dyskusja o gorącym dziś rynku ziemi. Mówiliśmy z ekspertami nie tylko o transakcjach, które budzą teraz najwięcej emocji (m.in. o tej, gdzie w grę wchodzi ponad 200 mln zł za ponad 50 tys. mkw. gruntu w centrum Warszawy).
W czasie panelu: „AAA działkę kupię – rynek gruntów inwestycyjnych w Polsce”, eksperci odpowiadali na pytania:
– Czy naprawdę rynek ziemi jest dziś rozgrzany do czerwoności, gdzie najbardziej?
– Czy rzeczywiście nie ma już atrakcyjnych terenów inwestycyjnych w dużych miastach?
– Dlaczego najlepsze grunty w Europie są poza zasięgiem deweloperów?
– Czy inwestorzy są skazani na brownfields?
– Kiedy rozgrzany rynek wystygnie?
Moimi gośćmi byli:
– Andrzej Bogusz, członek zarządu Xcity Investment,
– Emil Domeracki, associate director w dziale doradztwa inwestycyjnego, Colliers International,
– Artur Hajdorowicz, dyrektor wydziału rozwoju i rewitalizacji miasta, architekt miejski, Urząd Miasta Kielce,
– Daniel Puchalski, dyrektor działu gruntów inwestycyjnych, JLL.
Jaka jest prognoza? Na rynku ziemi gorąco na pewno będzie do końca roku. A co potem? Apetyty inwestorów zależą nie tylko od tego, co wydarzy się nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Zakupy „na obecnej górce cenowej” nie muszą być jednak najlepszym biznesem.

(czerwiec 2018 r., fot. Nowy Adres)