W Warszawie nie ma jeszcze budynków, które jednocześnie oferują miejsca pracy oraz mieszkania – czyli dwa w jednym. Na zachodzie i północy Europy to trend. Kto będzie pierwszy w Polsce z takim rozwiązaniem? Czy przyjmie się już teraz?
Właściwie nowoczesne akademiki, powstające właśnie u nas, już prawie oferują znany doskonale za granicą coliving (dają nie tylko łóżko, ale też budują społeczność, która funkcjonuje jak wielka rodzina). Czy w Polsce da się jednak połączyć mieszkanie w grupie znajomych, wśród ludzi o podobnych wartościach, tworzących własną społeczność, z pracą w biurze? I nie chodzi tu o studentów.
Podobno na Zachodzie tak dobrze coliving się przyjął, że ludzie nawet nie używają kuchni w wynajmowanych mikromieszkaniach (choć je mają), gdyż jedzą na dole (lub na dachu) w części wspólnej, barowej budynku. W mieszkanio-pokojach głównie śpią.
Mogą je wynajmować na kilka dni (np. będąc w podróży) lub nawet miesiącami. To jednak nie hotele i nie pensjonaty. Obsługa może trochę jak w hotelu, poza tym jest rozrywka, towarzystwo też zapewnione. Rodzina nie jest potrzebna, bo są współmieszkańcy. Coliving to także pewnie trochę sposób na samotność w dzisiejszym instant świecie.
A jeśli połączyć coliving i coworking, to właściwie nie trzeba wychodzić z domu do pracy i z pracy do domu. Przecież ludzie chcą mieć wszystko pod ręką, chcą wszędzie mieć blisko, chcą skracać dystanse – i te towarzyskie, i te mierzone w kilometrach. I właściwie nie jest to dziwne.
Właśnie na te tematy dyskutowali goście branżowego spotkania ULI Poland: Places & Spaces 2018 – Tomorrow’s Urbanhoods. Zastanawiali się, jak i gdzie pokolenie Y będzie chciało żyć i pracować? W jaki sposób ekonomia dzielenia, mikrożycie oraz współpraca na nowych zasadach zmienią oblicza miast. A zmienią na pewno.
W czasie dyskusji padło m.in. stwierdzenie, że gdyby wierzyć prognozom z początku XXI wieku, to dziś wszyscy powinniśmy pracować w domach. Ale tak się nie stało. Biurowce powstają u nas na potęgę. Zmiany poszły jednak – wbrew pozorom – jeszcze dalej. To biura zamieniają się w domy – ma być wygodnie, przytulnie, twórczo, bezpiecznie. Właściwie nawet lepiej niż w domu. W pracy powinno się atrakcyjnie spędzać czas, a nie tylko zajmować robotą. To znak naszych czasów. To wymóg wobec pracodawców.
I jeszcze jedna ciekawostka, i jednocześnie wskazówka dla inwestorów biurowców: nie budujcie zbyt dużo miejsc parkingowych, zrewidujecie swoje plany. Dlaczego? Zapytajcie o to np. inwestora Warsaw Spire, ile ma pustych miejsc parkingowych. Okazuje się, że młodzi pracownicy wolą komunikację miejską niż własne auto. A zamiast służbowego samochodu – służbową kartę taxi lub kredytową. Chyba niewielu już takie podejście dziwi. Zresztą nie ma w tym nic złego.
Warto też wspomnieć o innym trendzie: ponieważ chcemy mieć wszędzie blisko, wracamy do centrum – przedmieścia na Zachodzie w niektórych miastach już się wyludniają. A kiedy jest mało mieszkańców, to usługi też się zamykają. Bo komu mają służyć? Otworzą się za to w nowych, wielofunkcyjnych budynkach w centrum, gdzie na dole będzie biuro i rozrywka, a na górze – mieszkanie. Podobno też nas to czeka.
O trendach na rynku dyskutowali w Warszawie w czasie Places & Spaces (11 września) inwestorzy:
Marc Jongerius, założyciel i dyrektor generalny Zoku w Amsterdamie
Daisy Onubogu, dyrektor generalny i wiceprezes Roam, Londyn
Edward Owen, dyrektor ds. Nieruchomości w WeWork , EMEA
Jeroen van der Toolen, dyrektor zarządzający CEE firmy Ghelamco, Warszawa
Maciej K. Król, Chief Growth Officer of Business Link, Warszawa
Czarek Jarząbek, CEO Golub GetHouse, Warszawa
Czekam z niecierpliwością na nowinki zastosowane w ich projektach w Polsce.
Czy będą? Na pewno. Wyścig o najemców trwa, a ci są coraz bardziej wymagający (i na rynku biur, i mieszkań).
Grażyna Błaszczak, Nieruchomości z górnej półki
(wrzesień 2018 r.)